1 2018-02-26 22:36:37

Temat: Lekarz Mariusz Załuski handlował moją krwią w Wołomnie

Konkretnie:
Zleca, przy badaniach analitycznych,
pobranie dużych ilości krwi (20-120ml),
bez zgody pacjenta, nawet po krwotoku,
niszcząc zdrowie pacjentowi.
Czyli handluje krwią, mafiozo.
Robi doświadczenia na ludziach jak w obozie koncentracyjnym.

16 kwietnia 2015 pobranie 20-40ml krwi pielęgniarka Joanna Nagraba
POZ nr 2 w Wołominie
16 grudnia 2016 pobranie 120ml krwi pielęgniarka Dorota Wojak
POZ nr 1 w Wołominie
_________
Opisowo:

Widziałam jak ktoś brał moją krew.
Tuż po pobraniu czekałam w poczekalni, zgodnie ogólnie przyjętymi zaleceniami, by krew przestała lecieć, i by nie mieć siniaka.
Załuski poprosił mnie do jakiegoś pomieszczenia, stałam moment w drzwiach. Widziałam z tyłu mężczyznę, na fotelu, takim jak
dentystyczny lub pobraniowy, i podawano mu krew, ale nie tak jak w szpitalu, tylko jakoś inaczej jakby z dużej strzykawki.
Ten człowiek musiał być umówiony.

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale poczułam, że to jest ohydne.
Poczułam się może podobnie jakbym na żywo oglądała cudzy stosunek w stylu twardej pornografii. To nie było zawstydzenie, to była odraza.

Nie wiem dlaczego tak się poczułam, ponieważ byłam w szpitalu kilka razy w dzieciństwie i młodości, dano mi po nieudanej operacji duże ilości krwi, widziałam jak inni dostawali krew, i nigdy takiego uczucia nie miałam, krew była po prostu lekiem.

Uważam, że moją krwią handlowano.
Bez mojej zgody na cokolwiek:
bez zgody na pobranie większej ilości krwi niż do badań,
bez zgody na jakiekolwiek badania na mnie, poza wymienionymi w skierowaniu ,
bez zgody na branie udziału w jakimkolwiek programie badawczym,
bez związku z moim stanem zdrowia, a po krwotoku, i miałam jeszcze jego objawy (np bardzo chropowatą skórę).

Widziałam jeszcze inne dziwne rzeczy, np. konkretnych ludzi, z pewnych względów podejrzanych przeze mnie, w okolicach pobrania mi dużych ilości krwi, ale nie tak jednoznaczne.

Proceder rozwijał się powoli.
Nie często robiłam badania krwi,  ale wydaje mi się, że pobierano mi jej coraz więcej powoli.
Po pobraniu mi ponad 100ml krwi, bałam się robić kolejne badania w POZ nr 1.
Wrócić do POZ nr 2 nie miało sensu.
Prywatnie jak poprosiłam o jakieś badania, to zrobiono mi, ale inne (cukier zamiast cholesterolu). Innym razem prywatnie zrobiono mi część badań,  a o innych pani powiedziała "krew mi skrzepła".

Musiałam więc pojechać do Warszawy, tam pobrano mi bardzo małą ilość krwi, jakby do kapilary, najwyżej 2ml.
Wtedy zrozumiałam, że coś jest nie tak i sprawę tego lata zgłosiłam mejlem do prokuratury i na policję.

Ten sam medyk, Załuski, nie chciał mi wydać wyników badań krwi, wśród których jedno było płatne przeze mnie.
Chodziłam do przychodni co najmniej 3 razy , a może więcej.
Teraz wiem dlaczego: na wyniku była data nadmiernego pobrania krwi, i nazwisko i imię pielęgniarki zamieszanej w proceder.

Nie widzę , żeby cokolwiek w sprawie się działo.
Natomiast moje mejle do NFZ i pismo wysłane pocztą , co prawda w innej sprawie, są ignorowane.